Home Page       

Sąsiedzi przez Bałtyk
Rozmowa z panią Bogusławą Sochańską - dyrektorem Duńskiego Instytutu Kultury w Poznaniu

Duński Instytut Kultury w Poznaniu, którym pani kieruje, nie jest pierwszym przejawem popularyzacji tego kraju w Poznaniu. Już przed wojną działał tu przecież pierwszy lektor języka duńskiego w Polsce ...

Tak, na poznańskim Uniwersytecie.. Ale był także lektor duński w Warszawie oraz przez jakiś czas w Krakowie. Nazywał się Folmer Wisti. Po powrocie do Danii założył Duński Instytut Kultury, który miał działać na rzecz wzajemnego wzbogacania kultur. Wydaje mi się, że wiedza wzajemna była wtedy chyba większa niż dziś. To paradoksalne, ale zdarzyło mi się na pchlim targu w Danii kupić encyklopedię duńską z 1933. Gdy się przerzuca kartki, co kawałek jest Polska - o Krakowie kilka stron, Poznań i inne miasta, postaci związane z literaturą, politycy, artyści. Wydaje się, że mimo braku mediów elektronicznych kontakty międzyludzkie owocowały wówczas imponującą wymianą informacji.

Czym zajmuje się instytut, którym pani kieruje?

Przede wszystkim jesteśmy niezależną instytucją pozarządową, choć dotowaną przez budżet duński. Jednak cała nasza działalność opiera się na środkach pozyskanych od sponsorów zarówno w Danii, jak i w Polsce. Szczęśliwie tak się składa, że w Danii istnieje wiele fundacji, będących znakomitymi mecenasami kultury. Również duńskie firmy mają długą tradycję sponsorowania kultury. Poczytują to sobie często za zaszczyt i wyróżnienie.

Jak wygląda w Danii system pozyskiwania środków na kulturę?

W gruncie rzeczy odpisy podatkowe z tytułu sponsorowania kultury są w Danii równie nieatrakcyjne jak w Polsce. Wydawało by się, że to powinno zniechęcać, ale Dania jest krajem, który od ponad wieku harmonijnie się rozwija, kraj nie ucierpiał od wojen. Dobrobyt państwa wzrastał równolegle z harmonijnym rozwojem demokracji. To wszystko dało komfortowe warunki do rozwoju świadomości społecznej i odpowiedzialności za kraj, za kulturę. Myślę, że to ważne czynniki, które, jeśli akurat sprzyja sytuacja gospodarcza, mogą odegrać bardzo ważną rolę. Szefowie wielkich firm mają często osobistą ambicję zaistnienia jako sponsorzy kultury. My, Polacy, też mamy takie doświadczenia z historii. Bywali przecież znakomici mecenasi w wielkich rodach arystokratycznych czy bankierzy, którzy się w ten sposób realizowali. Korzystne warunki gospodarcze i polityczne sprzyjają takim postawom. Poza tym w Danii istnieje zjawisko, którego u nas jeszcze nie ma, ale pewnie kiedyś dię pojawi: większość zakładów pracy i instytucji państwowych, nawet szpitale, mają swoje własne galerie sztuki – często w holach czy kantynach - które są prowadzone przez ludzi, zrzeszających się w Towarzystwach Przyjaciół Sztuki. Płacą niewielkie składki i, pracując społecznie, organizują wystawy zarówno artystów uznanych, jak i młodych, debiutujących. Z każdej wystawy stowarzyszenie zakupuje przynajmniej jeden obraz - to jest gwarancja dana artyście. Ten obraz staje się majątkiem stowarzyszenia, a raz do roku jedną lub więcej prac losuje się pomiędzy członków. To piękna, stara tradycja, kształtująca wrażliwość estetyczną ludzi. Codzienne obcowanie ze sztuką daje im możliwość autoedukacji. Ale jest i inna korzyść: działalność towarzystw jest formą finansowania artystów. Ich prace zakupują zresztą również pracodawcy; praktycznie wszystkie banki, firmy i instytucje mają na ścianach dzieła sztuki.

Niedawno oglądaliśmy w Poznaniu wystawę designu duńskiego. A jakie są plany na ten rok?

Będziemy w dalszym ciągu zajmować się duńskim wzornictwem, bo okazało się, że trafiliśmy w niszę, zagospodarowaną do tej pory przez wzornictwo włoskie. Duński design jest wysoko ceniony w świecie. Przede wszystkim dzięki kilku wielkim nazwiskom, ale i dzięki tradycji, która powoduje, że w tym kraju projektowane i wytwarzane są rzeczy mające pewne cechy wspólne: piękną, prostą formę, funkcjonalność, trwałość i solidne wykonanie, przeważnie z materiałów ekologicznych. Okazało się, że organizowane przez nas w Poznaniu i Warszawie wystawy cieszyły się ogromnym zainteresowaniem w całym kraju. Dlatego w najbliższych latach zorganizujemy kolejne, być może połączone z konferencjami i seminariami poświęconymi projektowaniu, a przede wszystkim sposobom, w jakie państwo duńskie stymuluje powstawanie dobrego wzornictwa przemysłowego za pośrednictwem założonego 20 lat temu Duńskiego Centrum Designu.

Pewną formą kontynuacji tego tematu będzie wystawa poświęcona architekturze Kopenhagi, którą pokażemy jesienią w ramach kolejnych ,,Dni duńskich” na Zamku. Złożą się na nie poza tym również wystawa exlibrisu oraz młodej duńskiej fotografii.

Architektura duńska wykazuje te same cechy, co design przemysłowy. W funkcjonalnych duńskich wnętrzach widać wszędzie piękno: szlachetność i prostotę; ostatnio wśród dominujących jasnych linii pojawił się Czarny Diament. Tak wygląda – i nazywa się - dobudowana do starego eklektycznego budynku nowa część Biblioteki Królewskiej w Kopenhadze. Perełek architektury współczesnej jest w Danii mnóstwo, a wystawa, którą chcemy pokazać, obrazuje to za pomocą modeli, makiet i szkiców.

Ostatnio pojawił się jeszcze jeden ciekawy wątek naszej działalności. Mieści się w ramach zainicjowanego przez nas programu wymiany i współpracy polsko-duńskiej pod hasłem ,,Sąsiedzi”, który tworzymy i realizujemy z attachatem Ambasady Polskiej w Kopenhadze. W ramach tej współpracy zarówno my w Poznaniu, jak i ambasada w Danii, pracujemy na rzecz znajdywania propozycji polskich do zaprezentowania w Danii i duńskich w Polsce. Naszym ideałem są projekty powstałe we współpracy polsko-duńskiej, takie jak ten, który ma swój finał 5 maja w Teatrze Wielkim: duński spektakl baletowy „Othello” z udziałem tancerzy Polskiego Teatru Tańca. Przedtem jednak spektakl ten prezentowany był przez dwa miesiące w Danii, potem zaś grany będzie do końca sezonu przez zespół Polskiego Teatru Tańca w kraju. To bardzo piękny przykład współpracy zainspirowany programem „Sąsiedzi”. Mamy nadzieję rozszerzać go na inne obszary.

W maju kolejnej poznańskiej edycji World Press Photo towarzyszyć będzie wystawa zdobywcy pierwszej nagrody ubiegłorocznej edycji tego konkursu, Clausa Björna Larsena. Instytut działa jednak na teranie całego kraju i większość prezentacji, które organizujemy w Poznaniu, pokazywana jest także gdzie indziej. Współpracujemy ze Szczecinem, Gdańskiem, Krakowem, Bydgoszczą, Warszawą. W najbliższym czasie mamy w planach i inne formy prezentacji, a także bardzo dla nas ważną wystawę „Bałtyckie sąsiedztwo”, do przygotowania której zaprosiła nas Biblioteka Narodowa. Jest to wystawa z serii realizowanych przez Bibliotekę wystaw obrazujących recepcję kultur naszych sasiadów w Polsce na przestrzeni wieków. Można będzie ją ogladać do końca czerwca.

Czy organizujecie wyjazdy studyjne dla polskich specjalistów pragnących wymienić doświadczenia?

Planowaliśmy rozpoczęcie tego typu działalności już w ubiegłym roku, ale udało się dopiero tej wiosny. Wymiana doświadczeń to podstawowy sens istnienia Duńskiego Instytutu Kultury jako instytucji pozarządowej. W tym roku mamy w planach cztery wyjazdy studyjne. W marcu wyjechało na Jutlandię 15 osób związanych z zarządzaniem oświatą. Chodzi o to, aby osoby, które mają wpływ na kształt szkolnictwa, mogły zapoznać się z systemem istniejącym w Danii. Planujemy też wyjazd grupy związanej ze służbą zdrowia. Chodzi o poznanie nie tylko systemu służby zdrowia, ale i szeroko pojętego systemu opieki nad ludźmi chorymi, zwłaszcza samotnymi, w domach. Latem wyjedzie grupa nauczycieli, a potem bibliotekarze. Biblioteki w Danii funkcjonują tak, jak już działa Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Poznaniu - są jednocześnie centrami kultury i informacji. To podstawowe nasze założenia na ten rok. Mam nadzieję, że również dojdą do skutku wyjazdy studyjne planowane ze strony duńskiej. W Danii od lat istnieje w niektórych grupach społecznych ogromne zainteresowanie Polską, przyjeżdża wiele grup, zwłaszcza licealistów. Interesują się historią i naszym zbliżaniem się do Unii Europejskiej. Stosunkowo jednak niewiele wiedzą o Polsce szerokie kręgi społeczne, bo Duńczycy, którzy choć bardzo dużo podróżują, odwiedzają jednak najchętniej ciepłe Południe. Europa centralna pozostawała na uboczu ich zainteresowań, ale to się zmienia. Zresztą coraz więcej Polaków jeździ też do Danii.

Czego możemy nauczyć się od Duńczyków?

Kiedy pracowałam w Katedrze Skandynawistyki UAM miałam bardzo zmitologizowany obraz Danii, oparty przede wszystkim na przekonaniu, że Dania jest krajem bezwzględnego porządku, zasad i rozsądku. Mieszkając w Danii przez pięć lat, przekonałam się, że ten obraz jest bardziej zniuansowany. Dawniej powiedziałabym, że od Duńczyków powinniśmy uczyć się organizacji. Teraz myślę, że nowa rzeczywistość już bardzo wiele nas nauczyła. W obszarze życia kulturalnego w sensie merytorycznym nie mamy powodów do narzekania, czym innym jest, rzecz jasna, katastrofalny brak środków. Natomiast niewątpliwie musimy nauczyć się wiele, jeśli chodzi o wychowywanie społeczeństwa do korzystania z dóbr kultury i umożliwienie mu tego, a także widzenie potrzeb dziecka, młodego człowieka, stwarzanie mu dobrych warunków rozwoju. Dotyczy to całego systemu szkolnego, który jest w Polsce w stanie reformy, ale ta reforma jest w wielu przypadkach czysto formalna. Wszystko zależy od człowieka - bywają nauczyciele, którzy świadomie przyjmują nowe myślenie i wdrażają je, ale wielu jest takich, którzy niesłychanie mocno tkwią w starym, skostniałym systemie opartym na pamięciowym przyswajaniu materiału, na ogromnym, chłodnym dystansie między nauczycielem a uczniem, na braku wrażliwości na młodego człowieka. Duńczycy mają w tym ogromne doświadczenie, choć i oni popełnili swoje błędy; w reformie, którą zaczęli około 30 lat temu poszli bardzo daleko. Postawili na indywidualny rozwój dziecka i dali mu niemal zupełną wolność, co, jak się okazuje, na poziomie szkolnictwa podstawowego skutkuje dość słabym poziomem wiedzy, ale za to znakomitym przygotowaniem do życia społecznego i do pracy. Dość wcześnie pozwala się młodemu człowiekowi wybierać specjalizację. Nie przytrzymuje się go przez tyle lat przy wszystkich, potem zbędnych, przedmiotach. Inny obszar, gdzie na pewno możemy się wiele nauczyć, to coś, co wiąże się z dobrobytem społeczeństwa: umiejętność racjonalnego wykorzystania czasu wolnego od pracy zawodowej. Sprzyjające warunki rozwoju ekonomicznego pozwoliły w Danii w wysokim stopniu ukształtować tę umiejętność.

Jak Duńczycy spędzają czas wolny?

Nie tylko bawią się, ale i kształcą. Jest w tym coś co zachwyca, ale zastrzegam się, że dotyczy społeczeństwa bogatego. Myślę, że w Polsce przyjdzie to z czasem. Duńczycy, mający znacznie więcej czasu wolnego niż my, niesłychanie świadomie z niego korzystają, na trzy sposoby.

Jakie?

Po pierwsze uprawiając sport i turystykę - pływanie, bieganie, narty, na co dzień rower. Ogromna część społeczeństwa jeździ na rowerze do pracy i do szkoły, nie tylko po to, aby zaoszczędzić pieniądze, ale po to, aby mieć ruch i tym sposobem dbać o swoje zdrowie. Druga forma zagospodarowania wolnego czasu, to kontakt z naturą. Trzeci, to korzystanie z dóbr kultury. W Danii w całym kraju rozsiane są muzea. W bardzo małych miasteczkach, w gminach, aby przyciągnąć turystów otwiera się ciekawe centra rekreacyjne, a także muzea związane np. z tym, że w danej miejscowości urodził się znany artysta. Na wystawy, szeroko omawiane w prasie, po prostu się jeździ; Duńczyk bierze do ręki gazetę i stara się zagospodarować sobotę. Jeśli wystawa jest w promieniu nawet 100 kilometrów, rodzina wsiada w samochód, aby ją zobaczyć. To forma spędzenia dnia, a jednocześnie poszerzenia swojej wiedzy. Najlepszym tego przykładem jest Muzeum Sztuki Współczesnej Luisiana pod Kopenhagą. W czasie weekendu samochody sznureczkiem jadą na Północ wzdłuż wybrzeża, ponieważ w tym muzeum można zostawić dzieci w miejscu, gdzie będą miały nie tylko klocki lego, ale farby, papier, nożyczki, klej i - instruktorki, gdzie jest restauracja, sala kinowa z filmami o sztuce i sala koncertowa, w której wieczorem można posłuchać muzyki. Użytkownika muzeum traktuje się jako osobę związaną z innymi, z rodziną, i umożliwia mu uczestniczenie w życiu kulturalnym razem z bliskimi.

Rozmawiał: Marek Zaradniak