Home Page     KULTURA ENGLISH version

Ściśnij grabe Marychowi

Kiedy w zeszłym roku, w konkursie na najsłynniejszego Poznaniaka, bohater felietonów Juliusza Kubla - Stary Marych - zdystansował tak poważnych i zasłużonych konkurentów jak hr. Edward Raczyński czy Przemysł II, nikt nie miał wątpliwości, że dla współczesnego mieszkańca miasta jest to postać ważna. Przypomina bowiem kogoś bliskiego - sąsiada spod dziesiątki, wujka Antosia, może dziadka ... Od 1983 roku, przez kilkanaście lat, można było słuchać jego "blubrów" najpierw w PR a potem Radiu Merkury. Poznańską gwarą, chrapliwym głosem nieodżałowanej pamięci aktora Mariana Pogasza, rozprawiał się z codziennymi kłopotami, monologował. Gderliwy, uszczypliwy a jednocześnie zawsze życzliwy ludziom, pracowity, przyzwoity. I kochający swoją Frunckę, dbający, opiekuńczy.

Redaktor Juliusz Kubel, wnikliwy obserwator ludzi i życia, mający ucho czułe na melodię poznańskiego języka, tchnął w stworzoną przez siebie postać wiele ciepła. Potomek bamberskiej rodziny, od ośmiu pokoleń związany z miastem, poznał je na wskroś. Ale Marych to także Marian Pogasz - Poznaniak urodzony w Krakowie, naturalizowany z własnego wyboru. Nawet podczas wieloletniej, wyniszczającej, uciążliwej choroby nie tracił pogody ducha. Takim zapamiętali go znajomi, słuchacze i teatralna publiczność.

21 marca br., u wylotu ulicy Półwiejskiej przy Placu Wiosny Ludów, postać Starego Marycha zmaterializowała się. Literacki pierwowzór, z rysami Mariana Pogasza, uwiecznił w brązie, urodzony i wychowany na Łazarzu rzeźbiarz - Robert Sobociński. Artysta, mimo iż może pochwalić się ostatnio wieloma międzynarodowymi sukcesami (do których zaliczyć na pewno trzeba ponad sześciometrową kompozycję "La Vie" zakupioną przez France-Telecom w Paryżu-Ivry do reprezentacyjnego hallu nowego budynku, czy monumentalne dzieło "Dante" pokazane na międzynarodowej wystawie "Transis" w Bar-Le-Duc w Lotaryngii i eksponowane dziś w zabytkowej części miasta), nie chciał dopuścić nawet myśli, że Starego Marycha mógłby rzeźbić ktoś inny. I przyznać trzeba, że zrobił to znakomicie. Postać "faceta z teką" wtopiła się w deptakowy tłum. Stary Marych znów jest wśród nas.

PS. Kiedy oglądałam rzeźbę, zauważyłam starszego pana, który podnosząc wnuczka powiedział z szelmowskim uśmiechem: synek ja cie ździebko dźwigne, a ty ściśnij grabe Marychowi.

J. D.