Home Page     Z BIEGIEM WARTY ENGLISH version

Nad Wartą

Wartę znam od dziecka. Urodziłam się nad nią. Pamiętam jej szerokie, siwe rozlewiska wczesną wiosną, złocone kaczeńcami podmokłe łąki, zapach wysychającego błota, szum ptactwa, rechot żab i morze niezapominajek. Z okien domu, a jeszcze lepiej ze strychu, w pogodny dzień można było zobaczyć, jak przepycha swoje wody aż od urokliwego Lądu. Z drugiej strony strychu było mniej widać, gdyż za starym, drewnianym mostem rzeka mocno zakręcała. Lubiłam chodzić do miejsca, gdzie wpada Prosna i patrzeć na kotłujące, mieszające się groźnie wody. Czasami łowiłam ryby własnoręcznie zrobioną wędką. Udawało mi się złowić okonka lub płotkę, najczęściej jednak małe uklejki lub utrapione jaskierzyki, które wyrzucałam z powrotem do rzeki. Złowione rybki skrobałam, piekłam i zjadałam sama. Mama nie chciała słyszeć o takiej grzebaninie, myśląc zresztą, że to podebrane rybakom niedobitki.

Od Świętego Jana można było się kąpać. Przedtem jednak trzeba było koniecznie puścić na wodę wianek. Mój zawsze był piękny, ale nie miałam szczęścia - albo gdzieś dryfował, albo natychmiast ktoś go wyławiał. Raz próbowałam go odzyskać, żeby broń Boże nie sprawdziła się wróżba, że wianek wyłowi kandydat na męża. W przeczuciu niedogodności dorosłego życia nigdy nie chciałam być duża.

Fascynujące były burze nad Wartą, szczególnie, gdy zbliżały się od południowego-wschodu. Rzeka stawiała opór. Szalejące żywioły obserwowałam z nosem przy szybie. Potyczki te często kończyły się pożarem.

Na jesieni woda przybierała kolory usadowionych nad brzegiem drzew. Wieczorem otwierałam okno na oścież i siadałam do pianina. Muzykę niosło po wodzie. Nieraz któreś z dzieci buszujące jeszcze po drugiej stronie rzeki krzyczało: "Mariola, Mariooola, zagraj jeszcze". Pamiętam też mamę grającą serenadę Schuberta. I jeszcze pamiętam barki płynące jesienną lub może wiosenną rzeką. Potem oczekiwanie na pierwszą krę i kilometry lodu pod łyżwami. I bajeczny świat widocznych poprzez kryształ lodu roślinek, a czasem - jeśli mróz ściął szybko - kwiatków i muszek na rozlewiskach.

A potem znów wiosna i pachnące wikliny i wierzby wypuszczające pierwsze baźki na Wielkanoc.

Od tamtego czasu Warta wielokrotnie się zmieniała. W ubiegłym roku podzieliłam się z panem dyrektorem Przemysławem Gonerą moim pomysłem na cykl publikacji o Warcie w naszym miesięczniku. Pomysł został zaakceptowany z radością i w tym roku właśnie zaczynamy go realizować. Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska w osobie pana Gonery patronuje temu przedsięwzięciu, sympatyzuje z nami Urząd Marszałkowski, Bank Ochrony Środowiska i Parki Krajobrazowe oraz Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Chcemy pokazać stan obecny rzeki, szanse i możliwości (może nie wszystkie stracone), stan środowiska, wzajemne oddziaływania, miasta, miasteczka i wsie położone nad nią. I historię.

Zapraszam i zachęcam wszystkich do współuczestniczenia w tym programie, który nazwaliśmy "Z biegiem Warty".

W planie mamy pięć wydań, począwszy od niniejszego, poprzez Konin, Śrem, Poznań, Sieraków i Międzychód.

Mając nadzieję na spotkanie w przyszłych wydaniach, pozostaję z poważaniem.

Mariola Zdancewicz
Dla krajan i przyjaciół z dzieciństwa Mariola Netter