 |
FELIETON |
 |
Spotkanie na stacji
"Poklewskaja"
Alfons
Koziełł-Poklewski, urodzony w 1809 roku na Byko- wszczyźnie w gubernii
witebskiej, potomek zubożałej pod koniec XVIII wieku polskiej rodziny
szlacheckiej, po naukach na Uniwersytecie Wileńskim został urzędnikiem
w Petersburgu. Po zmianie na stanowisku gubernatorskim, Alfons Koziełł-Poklewski
zrezygnował z urzędu. Pozostając na wschodzie rozpoczął własną działalność
w Tiumeniu i Tobolsku, które łączyła droga do Wschodniej Syberii, założył
duże domy handlowe. Niedaleko Tomska wybudował dwie fabryki - szkła i
porcelany. Dzierżawił wiele gorzelni, w 1845 roku zainicjował pierwszą
żeglugę parową na Obie, potem Irtyszu i Turze. Kilkanaście lat później
był już właścicielem trzech parostatków, wielu barek i łodzi transportowych,
budował maszyny parowe, miał kopalnie złota, żelaza, azbestu. W stosunkowo
szybkim czasie stał się człowiekiem niezmiernie bogatym. Przy tym był
osobą dobrą i wrażliwą.
Alfons
Poklewski wsławił się działalnością filantropijną oraz szeroko roztaczaną
opieką nad zesłańcami polskimi, których zatrudniał w własnych przedsiębiorstwach
stwarzając im dobre warunki, pomagając materialnie. W 1857 roku przekazał
swoje statki do przewożenia Polaków powracających z Syberii.
O
dobroczynnej działal- ności Koziełł-Poklew- skiego dowiedział się m.in.
jego daleki krewny - Józef (syn Jana i Józefy hr. Tolensdorff). Zesłany
na Syberię powstaniec styczniowy wysłał list z prośbą o pomoc. Nie odmówiono
mu. Szybko okazało się też, że młody krewniak jest osobą inteligentną,
zdolną i godną zaufania. Zainwestowano więc w jego naukę a potem mianowano
głównym zarządzającym wszystkich dóbr.
Z
wnukami Józefa Koziełł-Poklewskiego: Tadeuszem, Zdzisławem Michałem, Julią,
Izabellą i Elżbietą oraz prawnukami - Anną i Michałem - dziećmi Zdzisława,
skontaktowała się ostatnio Tatiana Pietrowna Mosunowa - pracownik naukowy
Muzeum w Jekateryn- burgu. W początkach stycznia, śladami przodków, wyruszyła
na Syberię rodzinna, dwupokoleniowa wyprawa. Ze wzruszeniem przyjęli ich
nie tylko potomkowie polskich zesłańców, lecz również Rosjanie kultywujący
dawne, tak silnie związane z Polską, tradycje.
W
jekaterynburskim muzeum co krok natykano się na "poklewszczana".
Tu
tablica i dzwonek ze stacji kolejowej "Poklewskaja", przy
której ponoć pociąg cierpliwie czekał na
rozgrzewających się grogiem panów Poklewskich. Tam
stare dokumenty, listy, świadectwa i zdjęcia a nawet rząd butelek z etykietami
znakomitych, wyróżnianych przez światowe towarzystwa handlowe wódek i
nalewek, wśród których nie brak swojsko brzmiących, choć nie znanych u
nas marek "Pan Poklewski" i "Pani Poklewska". Na wiosnę
planowana jest następna wyprawa, związana z chęcią wspomożenia polskiej
parafii w Jekaterynburgu, miejsca tak ważnego dla polskich Sybiraków.
Joanna
Dziubkowa
|