Home Page    HISTORIA ENGLISH version

Bohaterowie powietrznych walk w Muzeum - Pracowni Arkadego Fiedlera

W 60. rocznicę bitwy o Wielką Brytanię gościliśmy w Muzeum - Pracowni w Puszczykowie polskich lotników - weteranów II wojny światowej. Podczas tego historycznego spotkania uczciliśmy pamięć wszystkich naszych lotników, którzy w bojach nad Anglią tak chlubnie wyróżnili się niezwykłą odwagą i determinacją, wyjątkowymi umiejętnościami i skutecznością.

Bitwa o Wielką Brytanię była pierwszym wielkim zwycięstwem aliantów, jednym z punktów zwrotnych wojny. Ofensywa powietrzna Niemców, która miała poprzedzić inwazję na wyspę, została odparta. Po stronie brytyjskiej walczyło 145 Polaków. Swą niezłomną postawą zjednali sobie moc wdzięczności u Anglików. Widząc naszywki "Poland" na rękawach, zapraszano ich do domów, konduktorzy nie brali od nich opłat, barmani fundowali im kielicha.

Największą sławą okrył się Dywizjon 303. Mój ojciec poznał myśliwców Dywizjonu w krytycznych dniach Bitwy o Brytanię, we wrześniu 1940. Łatwo zaprzyjaźnił się z nimi, zwłaszcza z Witoldem Urbanowiczem, asem przestworzy. Ojciec dawał Urbanowiczowi kolejne rozdziały swej książki o Dywizjonie do przeczytania, oczekując uwag. Była to cenna współpraca dla autora piechura (ojciec był porucznikiem piechoty), który oswajał się z fachowymi terminami lotniczymi. Niekiedy dochodziło między nimi do zabawnej wymiany zdań:
- Dlaczego napisałeś, że myśliwcy kołują nad lotniskiem? - pytał Urbanowicz. - Potocznie mówi się "krążą nad lotniskiem".
- A, bo wy jesteście orłami!

Książka, która niebawem poszła w świat, dobrze spełniła swe zadanie. Zwłaszcza w okupowanej Polsce, gdzie egzemplarze ze zrzutów i podziemnych wydań krzepiły ducha. Pod wpływem lektury "Dywizjonu 303" w oddziale AK w lasach pod Radomiem powstał skomponowany przez partyzanta Garde do słów Czechury "Hymn Dywizjonu 303". Nuty i słowa pieśni dotarły wkrótce, przypuszczalnie drogą kurierską, do Londynu, gdzie polscy lotnicy serdecznie przyjęli ten dar od towarzyszy broni z kraju. Opowiedział nam o tym świadek tamtych wydarzeń, żołnierz AK Zbigniew Zieliński.

Podczas spotkania w Muzeum - Pracowni wśród lotników weteranów odżywały wspomnienia chwil bardzo pamiętnych. Padło też wiele ciekawych uwag. Choćby o przyczynach wyjątkowej sprawności bojowej polskich myśliwców. Nauczono ich latać na przestarzałych P-11, bez żadnych systemów wspomagających, wskutek czego ich wyczucie i opanowanie maszyny było nadzwyczajne, a w kampanii wrześniowej tylko fantastycznymi manewrami mogli dorównać Niemcom. Nawiasem mówiąc, niemieccy myśliwcy byli "brawurowi" w Polsce, gdzie mieli przytłaczającą przewagę. Ostrzeliwali na ziemi wszystko, co się ruszało. Natomiast nad Anglią stracili pazury, spokornieli. Nieraz na widok atakujących Polaków zmiatali, aż się kurzyło.

Gdy przysłuchiwałem się opowieściom naszych gości, Członków Stowarzyszenia Lotników Polskich, na czele z prezesem pułkownikiem pilotem Ignacym Olszowskim, ongiś dowódcą Dywizjonu 302, jedna rzecz szczególnie mnie uderzyła - ich niezwykła skromność. Mówili o swych wyczynach bez śladu patosu, jak o czymś najzwyklejszym, powszednim. Oni po prostu spełniali w tamtych gorących dniach swą żołnierską powinność.

Wspaniali ludzie, tak wiele im zawdzięczamy.

Marek Fiedler