 |
KULTURA |
 |
Skleroza ostatnią różą życia
Ciekawe, że im człowiek starszy,
tym częściej przeszłość wydaje mu się lepsza od teraźniejszości. A im
młodszy - tym na odwrót. Starszym przeszłość wydaje się w jakiś szczególny
sposób ciepła, powabna, wzniosła i nacechowana idealizmem. Młodszym -
strupieszała, obca i w niejednym śmieszna. Co jednych wzrusza, innych
bawi. I tak przez pokolenia, epoki i wieki. Dowodząc głównie jednej prawdy
- że historia nie tylko nie jest nauczycielką życia, ale uczy, iż nikogo
dotąd niczego nie nauczyła.
Przynajmniej od renesansu - a zapewne jeszcze wcześniej - ludzie nieco
starsi utrzymują, że dawniej było lepiej. Dla "radykała" Jana
Jakuba Rousseau to dawniej oznaczało - bagatela! - stan pierwotnej dzikości,
dla wielu romantyków - średniowiecze, a dla Mickiewicza - bliżejnieokreśloną
dawność, gdyż "Bóg ojciec, gdy był młody naszych przodków stwarzał,
a nas nikczemnych spłodził, gdy się już zestarzał". Austriacki arystokrata,
Clary Aldringen, choć pamiętniki spisał w dobie międzywojnia, był człowiekiem
XIX w. W stuleciu XX wszystko wydawało mu się brzydsze, głupsze i gorsze.
Nawet wnuczki niegdysiejszych piękności uważał za szpetne. Jak zresztą
dwudziestowieczne kobiety w ogóle. Zniknęła bowiem dystynkcja ich manier,
delikatność obejścia i subtelność charakteru. Wszystko uległo "proletaryzacji".
Zwyciężyła tandeta.
Kto dziś jeszcze wie, jak nosić frak - pytał na krótko przed II wojną
światową Jan Bobrzyński, który na drukowanych zaproszeniach na "polityczną
herbatę" czynił zastrzeżenie: "strój marynarkowy obowiązuje".
Strój marynarkowy po epoce fraka! O tempora, o mores!
Powojenna profesura uniwersytecka miała kompleks profesury przedwojennej.
Przedwojenna uważała, że ta przed pierwszą wojną była o wiele wybitniejsza,
pokolenie końca XIX wieku miało kompleks pokolenia Mickiewicza, a sam
Mickiewicz - jak wspomniałem przed chwilą - też ze swego pokolenia zadowolony
bynajmniej nie był.
Dziś przez Polskę przetacza się nostalgia za PRL-em. Trzydziestoletni
i starsi Polacy tęsknią za epoką Gomułki i Gierka. Wzrusza ich radio "Koliber"
na stosownych wystawach, adapter "Bambino" i pralka "Frania".
Młodzi oglądają to wszystko jak Biskupin i nie bardzo czasem wiedzą, czy
ten Gomułka to był przed wojną światową czy po niej. Potem słyszą, że
był wtedy, kiedy koncertowali Beatlesi i Czerwone Gitary i że piękne to
były czasy. Co sobota - prywatka. O pracę nie trzeba było się martwić.
Każdemu coś się należało i nawet na wczasy też jeździł właściwie każdy.
Skleroza to straszna choroba. I - jak wiadomo - nieuleczalna (die letzte
Rose meines Lebens heisst Sklerose - mówi niemieckie przysłowie).
Pewnego Francuza zapytano kiedyś, którego z władców Francji uważa za najwybitniejszego.
Ludwika Filipa - brzmiała odpowiedź. - Jak to Ludwika Filipa - zdziwił
się pytający. To przecież zupełnie bezbarwny król. Pozbawiony sukcesów
i talentów. - To prawda - potwierdził pytany, ale widzi pan, gdy on rządził,
ja miałem lat 18. I nic więcej się nie liczy.
Waldemar Łazuga
|