 |
WYWIAD |
|
Formuła
I w Poznaniu
Rozmowa z promotorem motorowodnej Formuły 1 w Polsce
panem Ryszardem Górką
- Zorganizował Pan
pierwsze w Polsce zawody Grand Prix z cyklu mistrzostw świata motorowodnej
Formuły 1. Jak do tego doszło?
Historia zaczęła się w sposób zupełnie przypadkowy w roku 1994, kiedy
miałem okazję poznać pana Nicolo di San Germano z Włoch, który jest promotorem
Formuły 1 Międzynarodowej Unii Sportów Motorowodnych (U.I.M.). Kiedy
zobaczył po raz pierwszy akwen Jeziora Maltańskiego, został nim od razu
oczarowany i zaproponował mi zorganizowanie tutaj zawodów z cyklu Grand
Prix Formuły 1. Byłem w tym czasie silnie zarażony bakcylem sportowym,
a konkretnie piłkarskim, ale powoli dochodziłem do wniosku, że jest to
sport w Polsce ciągle chory - mam na myśli kontakty na linii sponsor -
działacze, a właściwie pseudodziałacze. Moja współpraca z Lechem Poznań
dobiegała wówczas końca. Propozycja pana di San Germano zainteresowała
mnie, tym bardziej, że sam posmakowałem sportów motorowodnych - oczywiście
nie w wymiarze profesjonalnym. Motorowodna Formuła 1 jest kopią swojej
odpowiedniczki wśród sportów samochodowych, co również podnosi jej atrakcyjność
z uwagi na szerokie zainteresowanie publiczności i mediów.
Moje
pierwsze wątpliwości co do zgodności wszystkich warunków technicznych
Malty zostały przez pana di San Germano rozwiane, a sprawę zakończyła
definitywnie wizyta Holendra van der Velde - szefa komisji sportowej U.I.M.
- który bardzo wysoko ocenił walory poznańskiego toru. Jedyne ograniczenie,
jakie należało wprowadzić, aby uzyskać homologację, to 6-metrowa strefa
bezpieczeństwa pomiędzy publicznością a lustrem wody. Dodatkowe zabezpieczenie
stanowią tzw. cygara pneumatyczne o długości 12 m i średnicy 2 m, które
w przypadku kolizji na wodzie przejmują pierwsze uderzenie i zapobiegają
wypadnięciu łodzi poza obręb wody.
Projekt
zaczął mnie coraz bardziej interesować i w marcu 1997 podpisaliśmy umowę
na organizację zawodów Formuły 1 właśnie w Poznaniu. Zawody miały odbyć
się w sierpniu, ale na przeszkodzie stanęła pamiętna, tragiczna powódź,
która spowodowała wiele utrudnień. Poza powodzią bardzo ważnym czynnikiem
były również sprawy finansowe związane z wykupem licencji.
- Dlaczego wybór padł na Poznań? Czy zadecydował tylko ładnie położony
akwen?
Podstawową przyczyną jest to, że jestem rodowitą "poznańską pyrą",
jeszcze z przedwojennego rocznika. Jestem z tym miastem związany, chyba
już do końca życia. Tutaj przeżyłem swoje dobre i złe chwile. Byłem między
innymi uczestnikiem, jako 19-latek, wydarzeń poznańskiego czerwca 1956.
Nie bez znaczenia była też pozytywna ocena przedstawicieli U.I.M. Niepowtarzalny
walor stanowi ponadto fakt, że Malta leży praktycznie w samym centrum
miasta. 
-
Jaką ocenę uzyskała organizacja imprezy?
Proszę nie traktować tego jako samochwalstwo, ale organizacja została
oceniona bardzo wysoko. Szczególnie cieszy mnie taka opinia wyrażona przez
uczestników Formuły 1, którzy znają wiele imprez na całym świecie i mają
możliwość dokonania rzetelnego porównania. Spotkali się u nas z takim
przyjęciem i organizacją, że nie byli w stanie postawić najmniejszego
zarzutu. Wielu
z nich spotkało się z naszym mias- tem i krajem po raz pierwszy, o czym
świadczyły na przykład przesyłane pytania o możliwość dostania się taksówką
z lotniska do hotelu.
Ciekawostką było wydanie przez pocztę poznańską specjalnej, okolicznościowej
kartki pocztowej ze stemplem. Wydawnictwa takie stanowią rarytas dla kolekcjonerów
i uczestnicy mistrzostw spotkali się z taką inicjatywą po raz pierwszy.

Z
korzystnej oceny cieszę się tym bardziej, że nasza impreza odbyła się
bez złotówki dotacji ze strony władz miejskich. Wszędzie, gdzie się pojawiałem,
mówiłem na wstępie, że nie przychodzę po pieniądze, że ciężar finansowy
zawodów biorę na siebie, a ja tylko przychodzę zaprosić do komitetu honorowego.
Niestety, muszę wyrazić tutaj żal, żeby nie powiedzieć złość, chociaż
ta już po paru dniach minęła. Otóż dano mi do zrozumienia, że impreza
organizowana jest dla promocji mojej osoby, a nie regionu czy miasta.
-
Jak to możliwe?
Z tym pytaniem należy zwrócić się już do radnych, aby spytali zarząd miasta,
dlaczego dla prezydenta Poznania ważniejszy i bardziej prestiżowy był
udział w imprezie typu rzut beretem niż udział w komitecie honorowym naszych
zawodów, w którym potwierdził swoje uczestnictwo. Należy dodać w tym miejscu,
że poznańskie Grand Prix było jedyną imprezą rangi profesjonalnych mistrzostw
świata, jakie odbyły się w tym roku w Polsce. Nie jest żadnym wytłumaczeniem
fakt, że nie startuje tutaj Polak. Nie ma Polaka przecież również w samochodowej
Formule 1, a ciągle się ją relacjonuje.
Brak
zainteresowania wykazała również miejscowa telewizja PTV, która przecież
także powinna uczestniczyć w promocji miasta. Żenująco źle obsługiwał
imprezę Program I Telewizji Polskiej, a świetnie spisała się Wielkopolska
Telewizja Kablowa.
- Czy wobec powyższego jest Pan zadowolony z imprezy?
Tak, jak najbardziej, chociaż oczywiście trudno mówić o pełnym sukcesie,
szczególnie w wymiarze finansowym. Przy organizacji pierwszych zawodów
tego typu zakłada się zazwyczaj zerowe zyski, a nawet pewne straty. Doświadczenia
i kontakty będą procentowały dopiero w następnych edycjach. Jednym ze
spostrzeżeń jest sprawa biletów wstępu, z których być może w przyszłości
zrezygnujemy z uwagi na rodzinny charakter widowiska. Zresztą i tak większość
obejrzała zawody za darmo. Z naszych szacunków wynika, że na zawodach
było 35 tysięcy widzów, a sprzedaż była dużo mniejsza. W rezultacie wpływy
z biletów okazały się dużo niższe od kosztów ochrony terenu, produkcji
biletów i ich dystrybucji. Wprowadzenie biletów było między innymi następstwem
nieeleganckiego wycofania się paru poznańskich reklamodawców. 
Chciałbym
podkreślić duże znaczenie naszych zawodów dla środowiska polskich motorowodniaków.
Cała czołówka polskiego amatorskiego sportu motorowodnego wywodzi się
z regionu północno-zachodniej Polski. I właśnie nasze zawody były bardzo
dobrą reklamą ich dyscypliny sportowej, która w naszym regionie cieszy
się dużą popularnością.
Na
marginesie nasuwają się spostrzeżenia o stanie wyczynowych dyscyplin zespołowych
w naszym mieście. Poza hokejem na trawie Poznań stanowi pod tym względem
pustynię. Został roztrwoniony dorobek poprzednich lat.
- Co w przyszłości? Czy następne zawody o Grand Prix Polski odbędą
się również w Poznaniu?
Mam podpisaną z U.I.M. trzyletnią umowę na organizację wyścigów Formuły
1 w Polsce, zgodnie z którą następne zawody odbędą się w przyszłym roku.
Wstępnie ustalony termin to 9-10 czerwca. Nie zdradzę tajemnicy, jeżeli
powiem, że w kolejce stoją bardzo poważne oferty trzech polskich miast.
Mając
na uwadze tegoroczne doświadczenia, prawdopodobnie odrzucę sentymenty.
W tym miejscu nasuwa mi się refleksja o ciągle niedostatecznym wykorzystaniu
Malty, choć trzeba pochwalić działalność toru narciarskiego Malta-Ski
i saneczkarskiego, które są ewenementami i budzą duże zainteresowanie.
Natomiast z powodu nieuporządko- wanych spraw własnościowych ciągle niewykorzystane
są źródła termalne, jakie kryje pod sobą Malta. Partycypowałem w kosztach
wierceń, które wykazały występowanie źródeł termalnych o temperaturze
32°C na głębokości 1320 m. Można by na ich bazie stworzyć aqua-park na
poziomie światowym. Byłby to duży magnes dla publiczności, szczególnie
w kontekście planów organizacji w Poznaniu wystawy Expo. Oprócz źródeł
termalnych mamy naturalnego dostawcę ciepłej wody, jakimi są zakłady spirytusowe
na Komandorii. Na takiej właśnie bazie Akwawit w Lesznie zbudował swoją
słynną pływalnię. Wszystko przemawia więc za, a tymczasem partykularne
interesy przeważają nad dobrem miasta. Mam nadzieję, że wyborcy ocenią
to we właściwy sposób. 
- Czy możliwe jest, aby w przyszłorocznych mistrzostwach Formuły
1 wystartowali Polacy?
Tak. Wiąże się to oczywiście z kosztami. Potrzebny jest sponsor, chociaż
koszty udziału zawodnika w istniejącym już zespole nie są aż tak wysokie.
Zawody Formuły 1 stwarzają znakomitą możliwość reklamy. W tym roku impreza
gości w 13 krajach. Stwarza to znakomitą możliwość reklamową, szczególnie
dla firm eksportujących swoje wyroby. 26-minutowa relacja z zawodów poznańskich
pojawiła się w 170 stacjach telewizyjnych na całym świecie, a 5 telewizji
prowadziło relację na żywo z całego wyścigu. Udział Polaka zależny jest
także od znalezienia właściwego zawodnika, który uzyskałby superlicencję
na start w tego typu zawodach. Załatwiłem taką licencję dla dwóch zawodników.
Jeżeli uda mi się znaleźć partnera finansowego, to istnieje szansa, że
jeden z nich wystartuje jeszcze w tym roku w Wiedniu i w dwóch ostatnich
tegorocznych zawodach.
-
Na zakończenie chciałabym życzyć Panu pomyślności w realizacji śmiałych
planów i podziękować za organizację tego typu wydarzenia w Poznaniu.
Mariola Zdancewicz

|