 |
WYWIAD |
|
Z Wojewodą Wielkopolskim
Panem Maciejem Musiałem rozmawia Mariola Zdancewicz
Które
z rzeczy, które Pan zaplanował dla Wielkopolski, udało się zrobić i uważa
Pan to za swój osobisty sukces?
Nie ulega wątpliwości, że dla Wielkopolski w roku 1999 najważniejszym
faktem, poza oczywiście wizytą Papieża, było utworzenie województwa wielkopolskiego.
Po 25 latach nieistnienia! Wydarzenie to mogę uznać po części za swój
osobisty sukces, gdyż przez lata byłem członkiem Unii Wielkopolan (nawet
przez pewien czas przewodniczyłem temu stowarzyszeniu). A Unia była organizacją,
która pierwsza po przełomie w roku 1989 sformułowała postulat wskrzeszenia
dużej Wielkopolski.
Ale zaraz też okazało się, że po latach zaniedbań nie wystarczy tylko
odtworzyć dawną Wielkopolskę. Do rozwiązanie pozostała długa lista problemów:
począwszy od kwestii granic nowego województwa, a skończywszy na problemach
gospodarczych. Bowiem dzisiejsza Wielkopolska to nie tylko zasobne województwo
poznańskie czy leszczyńskie, lecz to także znacznie uboższe regiony (niektóre!)
pilskiego, konińskiego czy kaliskiego. Obecnie trzeba podjąć trudne zadanie
wyrównywania tych dysproporcji. Jeżeli uznajemy, że Wielkopolska jest
już jednym organizmem, zatem należy dzielić się sprawiedliwie również
dochodami.
Z
perspektywy minionego roku uznać trzeba, że z powodzeniem wprowadzona
została także reforma oświaty. Oczywiście, nie można jeszcze twierdzić,
że zmiany w szkolnictwie zostały już zakończone. W moim przekonaniu równie
dobrze, w porównaniu z innymi regionami kraju, wprowadzana jest reforma
służby zdrowia. Akurat na tej reformie Wielkopolska bardzo zyskuje, gdyż
tu najbardziej realizowany jest postulat, by na miejscu dzielić pieniądze,
które sami wypracowujemy. W 2000 roku Wielkopolska Kasa Chorych będzie
dysponowała wyższym budżetem niż w roku poprzednim!
Pozytywne skutki reform w pełni będziemy mogli odczuwać dopiero za kilka
lat. Ale już teraz można zaobserwować wiele pożądanych efektów zmian.
Myślę m.in. o tym, że zmieniło się funkcjonowanie podstawowej opieki zdrowotnej.
W większości szpitali powiatowych widać zaczątki dobrego myślenia. Wystarczy
porównać potężne długi, jakie miały szpitale pod koniec 1998 roku. Obecnie
większość zakończyła roczny bilans albo z saldem zerowym, albo z nadwyżkami.
I warto podkreślić, że te oszczędności nie polegają na obcinaniu kosztów
leczenia, lecz na niwelowaniu zbędnych wydatków.
Kilkakrotnie wspomniał Pan, że ważnym zadaniem będzie przygotowanie
Wielkopolski do wejścia do Unii Europejskiej...
Bardzo istotne jest to, byśmy potrafili korzystać z funduszy pomocowych
przydzielanych przez Unię. Trzeba nauczyć się tworzyć, a następnie właściwie
opisywać, takie programy, które znajdą uznanie w oczach urzędników brukselskich.
Nie jest to łatwe zadanie, ale jestem przekonany, że dysponujemy odpowiednimi
możliwościami, by dobrze przygotować odpowiednie wnioski. Sądzę, że z
funduszy pochodzących z programów pomocowych Unii najbardziej mogą skorzystać
wielkopolscy rolnicy. Przeciętne gospodarstwo w naszym regionie jest najbliższe
tym standardom, które obowiązują w Unii. Myślę, że w Wielkopolsce nie
będziemy w takim stopniu przeżywali te przemiany, jak na przykład rolnicy
w Polsce wschodniej czy południowej. Tam z pewnością więcej osób będzie
musiało odejść z rolnictwa. Indywidualni gospodarze z Wielkopolski powinni
sporo zyskać na wspólnej europejskiej polityce rolnej.
Wejście do Unii Europejskiej to jeszcze perspektywa paru lat. A
jakie zadania czekają na rok bieżący?
Trzeba pamiętać, że rola wojewody jest dzisiaj inna niż jeszcze półtora
roku temu. Wszystkie zadania dotyczące rozwoju regionalnego ciążą obecnie
na samorządzie województwa. Sejmik w tym roku na pewno opracuje szczegółową
strategię rozwoju regionu. Zaś wojewoda przede wszystkim pozostaje odpowiedzialny,
by interes regionalny umiejętnie łączyć z interesem narodowym.
W tym roku pragnę położyć szczególny nacisk na dwa zadania. Pierwsza sprawa
to kwestia bezpieczeństwa. Przemiany, jakie dokonały się w policji w ubiegłym
roku, sprawiły, że na kierowniczych stanowiskach pojawiło się znacznie
więcej młodych oficerów, którzy chcą coś zrobić dobrego. Pokładam wielką
nadzieję w tej kadrze!
Drugim ważnym zadaniem jest przygotowanie solidnego programu zespolenia
administracji państwowej.
Nurtuje mnie pytanie, kiedy wreszcie Wielkopolska sama rządzić się
będzie pieniędzmi, które wypracowuje, gdyż w moim odczuciu panuje jeszcze
w tej mierze daleko posunięty centralizm.
Jeżeli odniesiemy się do sytuacji co najmniej sprzed 10 lat, to można
stwierdzić, że w tej dziedzinie jednak zaszły daleko idące zmiany. Samorządy
gminne czerpią większość swoich dochodów z lokalnych podatków. Samorząd
wojewódzki 25% swoich dochodów czerpie z naszych podatków. Kasa Chorych
w całości dysponuje składką płaconą przez Wielkopolan. I trzeba wiedzieć,
że jest to największa pula pieniędzy w całym województwie. Dla porównania:
Kasa Chorych w ubiegłym roku dysponowała kwotą 17 milionów złotych, miasto
Poznań - ok. 12 milionów złotych, a samorząd województwa wielkopolskiego
2,5 miliona złotych.
Obecnie trwają intensywne prace nad tym, by pieniądze, które są w budżecie
wojewody (a w nim ponad 2/3 stanowią dotacje do samorządów), były w budżecie
państwa naliczane według jasno określonych reguł. We wrześniu, podczas
przygotowywania budżetu, postulowałem na posiedzeniu rządu wprowadzenie
parametryzacji budżetu wojewodów. Propozycja ta uzyskała akceptację Rady
Ministrów. Sądzę, że już w 2000 r. pieniądze do budżetu wojewodów będą
przydzielane według jasno określonych reguł. Będzie wiadomo: kto dostaje,
ile i dlaczego.
A dlaczego stale musimy jeszcze dostawać? Czy nie może być tak,
że wypracowane pieniądze zostają tutaj, a powiedzmy 20% idzie do Warszawy?
Problem, niestety, polega na tym, że zróżnicowanie zamożności pomiędzy
poszczególnymi województwami jest ciągle bardzo duże. Ale niewątpliwie
proces decentralizacji otrzymał potężny impuls przyśpieszający w roku
1999 poprzez utworzenie nowych województw i powiatów, a także kas chorych.
Ten proces konsekwentnie będzie się rozwijał.
Czego można życzyć Panu w bieżącym roku i czego by Pan sobie sam
życzył?
Na balu sylwestrowym profesor Marek Ziółkowski, składając mi życzenia
noworoczne, stwierdził, że rok 2000 powinien być dla mnie dobrym rokiem,
ponieważ 2000 w notacji rzymskiej zapisuje się jako MM. Chciałbym, żeby
to się sprawdziło.
Tego więc Panu życzę.
|