Home Page      KULTURA ENGLISH version

Waldemar Łazuga: Pamięć niepamięci, niepamięć pamięci

Podobno z wiekiem niemal każdy staje się historykiem - przynajmniej własnego życia. I dziwi się, ilu to już zmian był świadkiem. I jak niewiele - mimo to - się zmieniło. Paradoks? Wcale nie. Nie większy w każdym razie niż dialektyczna jedność dwóch z pozoru wykluczających się mądrości: "że wszystko płynie” (czyli się zmienia) i że "nic nowego pod słońcem" (czyli, że z tymi zmianami to jednak nie przesadzajmy).

Gdy chodziłem do podstawówki, a było to ponad trzydzieści lat temu, pani od rysunku kazała nam kiedyś narysować, jak wyobrażamy sobie rok 2000. I pamiętam, że wszyscy rysowaliśmy wtedy stada poduszkowców unoszące się nad ziemią, bo nikomu do głowy nawet nie przyszło, że w 2000 roku na świecie będą jeszcze jakieś samochody, drogi i tym podobne przestarzałe urządzenia. I co ? I nic. Samochody, jak były tak są. Jak jeździły tak jeżdżą. Za Clintona niewiele zresztą różne od tych, którymi lubił sobie pojeździć ostatni car Rosji, nieboszczyk Mikołaj II Romanow.

Z telefonami oczywiście sprawa jest podobna. I z radiem i z płytami i z tyloma innymi równie przestarzałymi wynalazkami, które sklerotyczna współczesność bezprawnie przypisuje sobie. O polityce czy kulturze nie warto nawet mówić. Konserwatystów i liberałów oglądano już podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Socjalistów - na barykadach 1848 r. Masonów już w dobie Woltera, a poprzedników dzisiejszych PSL-owców podczas wojny chłopskiej w Niemczech w 1525 r., zajętych organizowaniem blokad leśnych duktów. W salach koncertowych - same przeżytki: muzyka sprzed stu i dwustu lat, w radiu - antykwariat: Jagger, Lennon, Czerwone Gitary i Piotr Szczepanik. I po tym wszystkim czytam u Erica Habsbawma, że jeden z jego inteligentniejszych studentów zapytał, czy skoro słyszy o II wojnie światowej, to znaczy, że przed drugą była jakaś pierwsza !!!

Z Hobsbawmem oczywiście mierzyć się nie mogę, ale i mnie kilka razy zamurowało. Najpierw, gdy jakiś kandydat na Uniwersytet Gomułkę pomylił z Narutowiczem, póżniej, gdy inny zastanawiał się nad skrótem PZPR , wreszcie, gdy jeszcze inny - pytany o Napoleona - odparł bez cienia żenady: "słyszałem, owszem, ale nie chciałbym strzelić".

Hobsbawm, stary profesor usiłuje bronić swego studenta i pisze coś o kulturze "permanentnej terażniejszości", której ów student padł ofiarą. O wszechogarniającej promocji, galanterii i komercji. O życiu bez perspektywy i bez poczucia przemijania. O filozofii życia streszczającej się w zasadzie: było jak jest tylko pod każdym względem gorzej, będzie jak jest tylko pod każdym względem lepiej. I to już wszystko.

Młodzi sklerotycy wszystkich krajów łączcie się !